czwartek, 13 sierpnia 2020

Błędy na drodze mistycznej

Za Thomas Merton "Mistyka chrześcijańska"

Przestrogi Taulera przed błędami na drodze mistycznej

W przestrodze wydrukowanej jako wstęp do swoich kazań Tauler wskazuje na cztery błędy, których należy unikać, podążając drogą mistycznej pustki i wolności. Ogólnie rzecz biorąc, życie mistyczne rzeczywiście wydaje się być i jest niebezpieczne dla wszystkich, którzy nie wyrzekli się siebie, nie odrzucili od siebie wszystkiego, ku czemu skłania się ciało, i nie wyzbyli się własnych myśli i rozumu, zdając się na kierownictwo Ducha Świętego i Przyjaciół Bożych. Te cztery błędy są następujące:
1. Życie zewnętrzne w oparciu o przyrodzoną mądrość zmysłów. W przeciwieństwie do niego trzeba kultywować życie wewnętrzne, co dla Taulera oznacza życie w teraźniejszości z czystym pragnieniem, by sprawić przyjemność jedynie Bogu, i poddanie się w każdej chwili Jego woli, zarówno w czasie niedostatku, jak i wtedy, gdy obdarza nas obfitością dóbr materialnych i duchowych.
2. Wizje i objawienia – nie należy się do nich przywiązywać, aczkolwiek czasami mogą pochodzić od Boga; ci, którzy ich pragną i znajdują w nich upodobanie, ponoszą wielką szkodę.
3. Poleganie na rozumie, przesadny wysiłek intelektualny podejmowany pod wpływem bodźców światła przyrodzonego i czerpanie zbyt wielkiej przyjemności z tego rodzaju działań. Tauler podkreśla niebezpieczeństwo bezużytecznych spekulacji. 
4. Czysta pasywność, zwyczajny brak działania, senne zaabsorbowanie samym sobą, całkowita i pusta głupota – osoby niedoświadczone przywiązują się uparcie do tego rodzaju fałszywej pustki, wyobrażając sobie, że to prawdziwa pustka kontemplacji.

Środki zaradcze na powyższe problemy to autentyczne i żarliwe pragnienie dobra bez przywiązania do jakichś konkretnych praktyk wraz z czujnym a zarazem spokojnym zwracaniem uwagi na tchnienia łaski, właściwe korzystanie z medytacji, tak długo, jak to konieczne, unikanie fałszywej bierności, zwłaszcza w młodości, akceptacja cierpienia i niedostatku, czynna miłość bliźniego, modlitwa, cierpliwość i długie doświadczenie. Na tym wszystkim możemy oprzeć całą strukturę kontemplacyjnej niewiedzy.

niedziela, 2 sierpnia 2020

Bez iluzji

Olga Tokarczuk, Bieguni

sobota, 11 lipca 2020

Wiedza

Za Thomas Merton "Mistyka chrześcijańska

Św. Bernard, kazanie 8

Oznacza to, że poznaniu Boga przez miłość, wiedzy o Bogu, zawsze towarzyszą głębokie uwielbienie i wdzięczność. Wiedza, która „wbija w pychę” (1 Kor 8,1) – przeciwnie – jest zawsze zimna i dumna, zrodzona z ciekawości i uporu i chce jedynie przeniknąć tajemnice Boga, by zadowolić umysł.

Zjednoczenie

Gdy mistycy piszą o doświadczeniu mistycznym, jest to zupełnie nieczytelne dla niemistyków. Opisy kolejnych etapów spotkania i zjednoczenia, pozostawiają czytelnika, który sam ich nie doświadcza, bez szans na rezonans.

Za Thomas Merton "Mistyka chrześcijańska"

Św. Teresa w Zamku wewnętrznym: „Za pierwszym razem, gdy Bóg czyni ten dar, Jego Majestat chce ukazać duszy poprzez widzenie wyobrażeniowe Jego Najświętszego Człowieczeństwa, ażeby ona wyraźnie zrozumiała i nie pozostawała w niewiedzy co do tego, że otrzymuje dar tak bardzo przewyższający wszystkie inne”.

Św. Bernard:
"[W zjednoczeniu duszy z Bogiem] Słowo nie wydaje z siebie żadnego dźwięku, lecz przenika. Nie jest elokwentne, lecz jest skuteczne. Nie rozbrzmiewa w uszach, lecz pieści serce. Jego postać nie ma określonego kształtu, lecz sama kształt nadaje; nie dotyka oczu ciała, lecz rozradowuje serce; przyciąga darem miłości, a nie powierzchownością."

W cyklu kazań o "Pieśni nad pieśniami"

"W Kazaniu 3 Bernard, wychodząc z założenia, iż całe doświadczenie Boga w Chrystusie jest „pocałunkiem”, dowodzi, że istnieją różne stopnie zażyłości z Bogiem, gdy idzie o to doświadczenie. Trojakie wstępowanie ku doskonałemu zjednoczeniu symbolizowane jest za pomocą pocałunku stóp, rąk i ust. Zwróćmy uwagę, że każdy z tych pocałunków jest uważany w pewnym sensie za jednoczący. Trzeba jednak pamiętać, by wspinając się po kolejnych stopniach, zachować prawdziwą pokorę i wewnętrzną czystość serca; w innym wypadku nie osiągniemy jedności z Bogiem.Kazanie 4 jest bardziej techniczne i trudne do pojęcia dla współczesnego czytelnika. Bernard, aby wyjaśnić swoje poprzednie twierdzenie, iż całujemy „ręce i stopy”168 Boga, pokazuje, że w Bogu nie ma nic z ciała i mówi o różnych rodzajach istot duchowych – aniołach, ludziach, a nawet niższych od człowieka stworzeniach – będących dla niego „duchami”: „jest oczywiste, że wszelki duch stworzony (…) potrzebuje cielesnej pociechy”169.Kazanie 5 pokazuje, że Bóg jest Jednym Duchem nieskończenie przewyższającym wszystko, co cielesne. Według Bernarda anioły potrzebują jakiegoś rodzaju „ciała”170 (duchowego), aby mogły być obecne pośród innych bytów stworzonych. Jeśli chodzi o ducha zwierzęcego, zależy on w swoim istnieniu całkowicie od ciała. Pomiędzy aniołem a zwierzęciem znajduje się człowiek, który jest z natury równocześnie duchowy i cielesny – z powodu grzechu pierworodnego upadł niżej od zwierząt; dzięki łasce może zostać wyniesiony do zjednoczenia z Bogiem.Kazanie 6 uczy, że tym zjednoczeniem człowieka i Boga jest właśnie wcielenie Słowa Bożego. Poznaliśmy i znamy Boga w Chrystusie. Odkąd jednak Jezus wstąpił do nieba, wciąż działa niewidzialnie i „przechodzi i teraz, dobrze czyniąc”171 między ludźmi, a Jego dwie nogi to sprawiedliwość i miłosierdzie. Takim samym znakiem Jego obecności w duszy jest lęk (przed sądem) i nadzieja (miłosierdzia). Zwróćmy uwagę, że trzy wspomniane tu kazania (4, 5 i 6) to próba rozwiązania trudności polegającej na tym, że Bóg nie ma „stóp”, które możemy całować (a to pierwszy stopień wstępowania do zjednoczenia z Nim, o czym mowa w kazaniu 3). Czytając św. Bernarda, często tracimy z oczu jego cel i gubimy się w dygresjach, jeśli jednak będziemy trzymać się tego, co chce nam powiedzieć, wszystko stanie się jaśniejsze i bardziej zrozumiałe.W Kazaniu 7 Bernard wraca do tematu zjednoczenia. Poświęca zaledwie chwilę uwagi „pocałunkowi rąk”172 i przechodzi do mistycznego zjednoczenia, czyli pocałunku ust. W tym bardzo ważnym kazaniu definiuje zjednoczenie mistyczne jako zjednoczenie woli i duchów, w którym dusza jest doskonale zjednoczona z Bogiem, do tego stopnia, że jest z Nim tożsama duchowo (nie ontologicznie!) dzięki czystej miłości. Kim jest „oblubienica”? „Duszą spragnioną Boga”173, kimś innym niż „niewolnik (…) najemnik (…) syn”174. Bóg jest zasadą miłości, a miłość powraca w pełni do swojej zasady jedynie wówczas, gdy kocha dla samego kochania. Gdy dusza jest „oblubienicą”, która nie szuka żadnej innej nagrody prócz miłości – ani wolności, ani dziedzictwa, ani wiedzy – wówczas jest we wszystkim podobna do Ukochanego. Czysta miłość odznacza się trzema cechami: jest czysta, ponieważ nie szuka niczego innego poza Ukochanym; jest święta, ponieważ nie jest cielesna, lecz duchowa; jest żarliwa, ponieważ jest pijana miłością, która zapomina o majestacie Boga i dąży do zjednoczenia z Nim, kierując się świętą śmiałością. Taka dusza bez wątpienia wyszła już z „piwnicy na wino”
..."

wtorek, 23 czerwca 2020

Akwinita

Za "Siedmiopiętrowa góra" Mertona

Zaczynamy od życia aktywnego – od ćwiczenia się w cnocie, umartwień, uczynków miłosierdzia, które przygotowują nas do kontemplacji. Sama kontemplacja to spoczynek, zawieszenie działania, wycofanie się w tajemniczą samotność wewnętrzną, w której dusza zostaje wchłonięta w niezmierzone i płodne milczenie Boga i poznaje coś z tajemnic Jego doskonałości, nie tyle drogą widzenia, ile przez owocną miłość. 
A jednak zatrzymanie się na tym szczeblu byłoby niedostatkiem doskonałości. Według św. Bernarda z Clairvaux dusza dochodząca do kontemplacji a nie przelewająca się od nadmiaru miłości, którą musi dzielić się z innymi ludźmi swoją wiedzą o Bogu jest duszą stosunkowo słabą. (…) Biorąc to pod uwagę, św. Tomasz nie mógł nie stawiać najwyżej powołania, przeznaczonego jego zdaniem do prowadzenia ludzi na takie szczyty kontemplacji, na których dusza musi przelewać się od miłości i dzielić swoje tajemnice ze światem366.

Jak bogowie

Wielkie Eksploratorium cieszy się sławą po krańce świata. Jego absolwenci jawią się znajomym niczym bogowie.

Dziwy eksploratorium przyciągają tłumy gapiów i śmiałków. Co rusz ktoś udaje się na jego doświadczenie. Przeżycia są tak silne, że ilekroć nadarza się okazja powrotu, śmiałek postanawia jeszcze pozostać, doświadczyć czegoś, o czym się dowiedział, a nie miał okazji spróbować, wyrównać rachunki, pomóc komuś. Dopiero zebrawszy bagaż doświadczeń niczym transatlantyk, nadchodzi moment pożegnania. Wyzwalanie się z uzależnienia od doświadczania jest ostatnią z lekcji. Jej przejście dokonuje ostatecznej przemiany.