sobota, 19 sierpnia 2017

Zniewolenie krok po kroku

Gdy ktoś przekonuje nas, abyśmy się bali i nienawidzili, w istocie podstępnie pragnie zyskać władzę nad naszymi sercami i wolną wolą.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Przepis

Tyle wolności ile odpowiedzialności.

Tyle sprawczości ile miłości.

Po owocach ich poznacie.

O obżarstwie

Obżarstwo jest jednym z grzechów głównych.
Dlaczego? Co takiego złego jest w jedzeniu więcej niż potrzeba do zaspokojenia głodu?

W pierwszej kolejności warto pamiętać o wpływie nadmiernej konsumpcji na inne istoty. Zaspokajanie głodu odbywa się kosztem życia roślin i zwierząt. Obżarstwo oznacza zabijanie bez potrzeby, w imię kaprysu. Co więcej zwykle dotyczy raczej zwierząt niż roślin. Uleganie obżarstwu oznacza zatem wnoszenie do świata niczym nieuzasadnionego cierpienia czujących istot, podczas gdy pielęgnowanie miłości w sercu to zabieganie o ograniczanie cierpienia.

Obok wpływu na świat zewnętrzny obżarstwo przekształca również świat wewnętrzny ulegającej mu osoby. Skłonność do nadmiaru jest oznaką próby ucieczki od czegoś trudnego. Jedzenie pozwala skupić się na przyjemnych odczuciach ciała i zignorować to co nieprzyjemne. Nadmierne stymulowanie ośrodka przyjemności prowadzi do chęci powtarzania doznania, a mechanizm habituacji powoduje konieczność coraz większego aplikowania źródła przyjemnych doznań. Tak powstaje uzależnienie, które odbiera wolną wolę. Choć bardziej właściwe byłoby określenie “stopniowa rezygnacja”.

Obżarstwo ma również skutki czysto biologiczne. Obfitość pożywienia jest w cyklu natury oznaką czasu właściwego dla prokreacji. Obżeranie się uruchamia gotowość do i poszukiwanie ku temu sposobności. W wymiarze bycia w grupie jednostka posiadająca obfitość pożywienia staje się w nieświadomy sposób kandydatem do konkurowania o przywództwo w grupie. W naturze organizmy funkcjonują raczej w stanie niedoboru niż nadmiaru. Stąd w grupach jednostka posiadająca zdolność dostępu do nadmiaru pożywienia była właściwym kandydatem na przywódcę. Dzisiejsze obżarstwo staje się okazją do uruchamiania mechanizmu dążenia do dominowania w grupie w sposób całkowicie oderwany od realiów społecznych. Oczywiście nie można zapomnieć, że długofalowo obżarstwo oznacza przeciążenie funkcji organizmu i doprowadza najpierw do zaburzeń funkcjonowania, a następnie do trwałych zmian chorobowych.

sobota, 12 sierpnia 2017

Miłość jako zasada główna

P: Czym się kierować, jeśli podważa się zasady narzucane przez społeczeństwo?
O: Kieruj się miłością.

P: Ale przecież w imię miłości dokonuje się nawet wielu odrażających czynów. Inkwizytorzy palili ludzi na stosach w imię miłości do ich dusz. Czy wystarczy kierować się miłością?
O: Kieruj się miłością do całego człowieka, a nie jedynie do jego części.

P: Jak mam kochać całego człowieka, skoro jego “części”, zachowania, napawają smutkiem, a niekiedy nawet bywają  odrażające?
O: Podlegamy silnej pokusie by czuć coś w reakcji na sytuację. Zawsze odczuwaj miłość, na niej się skupiaj i z niej wyprowadzaj reakcję na daną sytuację.

P: Czy jest możliwe, aby cały czas odczuwać miłość?
O: Czy człowiek, który się potknie, nie próbuje się podnieść i dalej zmierzać do celu?

P: Czy w imię miłości do grupy ludzi nie należy potępić zagrażającej jej jednostki?
O: Tak jak kończynę zaatakowaną gangreną należy odciąć w imię miłości do całego człowieka, tak w imię miłości do społeczności jednostkę należy czasem oddzielić od grupy. Nie zmienia to jednak niczego w zasadzie miłości do człowieka.

Sensem istnienia w świecie jest wzrastanie do miłości i z tego powodu miłość winna być zasadą nadrzędną. W żaden sposób nie oznacza to zgody ani zachęty do pobłażliwości, naiwności czy beztroski.

P: Czy w imię miłości do człowieka nie powinno się w pierwszej kolejności kochać samego siebie?
O: Nawet przykazanie miłości o tym właśnie wspomina :) Jednak zawsze ten, kto jest dalej w drodze wzrastania do miłości, ponosi większą odpowiedzialność za kierowanie się miłością. Dbać o samego siebie warto w pierwszej kolejności ze względu na podtrzymywanie w sobie sił do kochania innych.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Czemu kolejne inkarnacje?

Powiedz mi, a zapomnę.
Pokaż mi, a zapamiętam.
Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.

Konfucjusz

Co dalej z protestami?

Albo: Jak stracić znajomych

Feudalizm przegrał z republikami ponieważ był mniej wydajny ekonomicznie. Najzwyczajniej promował władzę głupich i leniwych nad sprytnymi i gotowymi na wyrzeczenia. Krótkofalowo dyktatura jest efektywniejsza od demokracji ze względu na możliwość "naginania" standardów dla osiągania celów. Długofalowo jednak jest mniej wydolna od demokracji, ponieważ generuje zjawiska analogiczne do feudalizmu, starając się zablokować “niewłaściwych i obcych” inteligentnych.

Demokracja w obecnej postaci staje się dyktaturą liczniejszych. Oczywiście najbardziej sprytni używają środków masowego przekazu do manipulacji opiniami liczniejszych, ale komunikacja bezpośrednia doby Internetu powoduje, że zamiast manipulacji przez “światłych i szlachetnych”, którzy zdominowali media,  mamy do czynienia z sukcesami demagogów.
Smutnym przykładem tego zjawiska jest los projektu “Rainbow Nation” w RPA, Brexit i zwycięstwo Trumpa.

Ponad ćwierć wieku temu Polska została, pod nadzorem “światłych i szlachetnych”, przekształcona z dyktatury w demokrację. Państwo bez kapitału finansowego i społecznego oraz zaplecza intelektualnego odpowiadającego demokracjom zachodnim musiało przyjąć rolę kolonii - dostawcy taniej siły roboczej i rynku zbytu. Zgodnie z zaleceniami MFW oznaczało to uzależnienie od rynków finansowych poprzez wzrost zadłużenia z 40 do 700 mld USD. Po długim okresie funkcjonowania w tym trybie dokonaliśmy wielkiego skoku cywilizacyjnego oraz doszliśmy do bariery wzrostu wynikającej po prostu z braku możliwości dalszego konkurowania niskimi płacami. Przechodzimy obecnie, katastrofalny długofalowo, proces emigracji zarobkowej, który skutkuje (w końcu) koniecznością wyższych płac dla tych, którzy jeszcze nie wyemigrowali. Po latach braku zainteresowania (zasadności ekonomicznej) biznesu inwestycjami we wzrost wydajności w oparciu o nowoczesne środki produkcji, ich wykorzystanie staje się koniecznością.

Doświadczenia wielu państw stosujących zalecenia MFW pokazały, że bezkrytyczne wprowadzenie zachodnich rozwiązań przez społeczeństwa funkcjonujące w odmiennych realiach, spowodowały problemy tych państw i wątpliwości nawet wśród specjalistów MFW. Równocześnie drogi państw, które przeszły od zacofania do sukcesu (Korea Południowa, Tajwan, Chiny) pokazują “co działa”.

Patrząc z perspektywy globalnej nie ma dziś sensownej alternatywy cywilizacyjnej dla stworzenia EU funkcjonującej jako pojedynczy organizm państwowy i ekonomiczny. Pierwotny pomysł Europy Ojczyzn, który miał osłodzić dominację Niemiec i Francji, nie da się dłużej “obronić” w świecie konfliktu USA/Chiny oraz wielkiej migracji z Afryki. Ojczyzna Europa to jedyny sposób zachowania obecnych przywilejów ekonomicznych państw europejskich, z których raczej nie chcemy zrezygnować.

Polska została zaproszona do tego projektu na jasno zdefiniowanych warunkach, na które nie chcemy, a w każdym razie nie w większości, się dłużej zgadzać. Zamiast korzystać z “okazji do zachowania milczenia”, chcielibyśmy mieć również coś do powiedzenia. Niestety przez 25 lat zabiegania o wpuszczenie na salony Europy nie wykształciliśmy własnego zaplecza myśli politycznej, która wnosiłaby wartość w dyskursie europejskim. Po części jest to efekt programowej marginalizacji środowisk prawicowych przez rządzących, akceptujących przypisaną Polsce rolę.

Wzrost potencjału politycznego Polski, jeśli w ogóle możliwy, musi opierać się na sile ekonomicznej. Lata przekształceń jasno wykazały, że lokalni przedsiębiorcy, po akumulacji majątku, uciekają z nim (niebezpodstawnie) poza polską jurysdykcję prawną i podatkową. Oznacza to, że nie ma alternatywy dla kapitalizmu państwowego. Korporacje obecne w Polsce są “złe” w pierwszej kolejności dlatego, że wyprowadzają majątek do swoich państw pochodzenia i tam tworzą dalszy wzrost kapitału inwestycyjnego, powiększając dysproporcje potencjału ekonomicznego, kosztem wzrostu zadłużenia Polski. Jeśli mamy zakumulować własny kapitał inwestycyjny, a to z nim przychodzi prawo głosu w dyskursie politycznym, musimy dbać o rozwój polskich korporacji. Analizując “co zadziałało” w państwach, które taką akumulację zrealizowały, nie widać alternatywy dla flirtu z dyktaturą. Trzeba dokonać świadomego wyboru, bo zagrożenie jest realne i zamiast drugiej Korei Południowej łatwo możemy uzyskać, jeśli nie Północną, to z pewnością Białoruś.

Wybór, którego dokonujemy, zachodzi pomiędzy przyjęciem roli milczącego zatwierdzania decyzji europejskich, a próbą uzyskania podmiotowości w państwie Europa.

Pierwsza z opcji pozwala zachować prawo do emigracji zarobkowej, już tylko kilkuletnie dodatnie przepływy dotacyjne oraz europejskie standardy prawne. Kosztem jest utrwalona marginalizacja polityczna oraz przyjęcie przez polskich emigrantów roli “czarnego luda” oskarżanego przez społeczeństwa zachodnie o to wszystko, czego nie wolno im wypowiadać ze względu na poprawność polityczną. Długofalowo jest to również opcja utknięcia w pułapce średniego wzrostu i kolapsu systemu emerytalnego.

Druga z opcji - flirt z dyktaturą - oznacza rolę “czarnego luda” demokracji europejskich oraz szereg działań zewnętrznych zmierzających do przywrócenia Polsce przypisanej jej roli. Akumulacja kapitału polskich korporacji państwowych, o ile uda się je obronić przed samobójczymi zapędami nepotyzmu, pozwoliłaby na rozwój wpływu ekonomicznego w pozostałych państwach Europy Wschodniej i tym samym objęcie roli reprezentanta ich interesu ekonomicznego w ramach Unii, a tylko taka pozycja pozwoli uzyskać podmiotowość polityczną w ramach EU. W tym scenariuszu, w przypadku porażki, jest Polexit, los Białorusi, a być może nawet interwencja zewnętrzna.

Przy całej świadomości zagrożeń tylko druga z opcji daje szansę na wyrwanie się z pułapki średniego wzrostu i być może (jeśli Polska okaże się trwale atrakcyjna migracyjnie dla sąsiadów) uniknięcie kolapsu systemu emerytalnego.

piątek, 4 sierpnia 2017

Dwa patriotyzmy

Jan Józef Lipski napisał w roku 81 analizę polskiej ksenofobii - tekst, który może stać się boleśnie aktualny, jeśli obecny pomysł na "umacnianie" władzy będzie dalej twórczo rozwijany.

"Ojczyzna istnieje tylko wtedy, gdy istnieje też obczyzna; nie ma „swoich”, gdy nie ma „obcych”. Od stosunku do „obcych” bardziej niż od stosunku do „swoich” zależy kształt patriotyzmu. Jest w tym zawsze coś paradoksalnego, że miłość do kraju i do własnego narodu określana być może dopiero przez stosunek do innych krajów i innych narodów, lecz jest to paradoks właściwy wszelkiemu myślowemu i uczuciowemu wyodrębnianiu.

...

Sądzę, że szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do wszystkiego, co obce, egoizm narodowy nie dadzą się pogodzić z chrześcijańskim nakazem miłości bliźniego. W przypadku patriotyzmu natomiast jest to możliwe. Tak jak szczególna miłość w rodzinie nie musi i nie powinna przeszkadzać miłości bliźniego, tak i umiłowanie wspólnoty narodowej winno być podporządkowane tej samej nadrzędnej normie moralnej. Patriotyzm jest z miłości i do miłości ma prowadzić, jakakolwiek inna jego forma jest deformacją etyczną."

Do pobrania ze strony KOR

Głosząc patriotyzm w duch chrześcijaństwa trzeba pamiętać, że postawa chrześcijańska w wersji przepełnionej miłością wymaga nadstawiania drugiego policzka, podporządkowania się przemocy i zwyciężania przykładem praktykowania miłości lub przyjmowania męczeństwa. Jeśli nie ma gotowości na tak radykalne trwanie w miłości, to również i patriotyzm może być co najwyżej bardziej w kierunku miłości niż szowinizmu.
Warto pamiętać, że postawa wywodzona wyłącznie z miłości może być przez przywykłych do egoizmu i siły postrzegana raczej jako słabość i naiwność (jeśli nie głupota).